Wspomnienia absolwentów (2008)

WSPOMNw krzan tadeuszIENIA O WANDZIE PAWLIK
GRUPY  ABSOLWENTÓW  Z  LAT 1952 ÷ 1955

We wrześniu 2008r. skontaktował się ze mną Pan Tadeusz Krzan z Kłodzka, uczeń Wandy Pawlik, spiritus movens grupy absolwentów nowopowstałego Zespołu Szkół Rolniczych (początek lat pięćdziesiątych XXw.).
Więcej informacji na portalu Nasza Klasa: www.nasza-klasa.pl
W krótkim czasie zmobilizował On kilka osób do spisania wspomnień z lat szkolnych (1952-1955). Wspomnienia te można przeczytać poniżej. Grupa absolwentów 11 listopada 2008r. odwiedziła grób Wandy i Karola Pawlików składając hołd ich pamięci oraz uczestniczyła w odsłonięciu tablicy upamiętniającej życie i twórczość Wandy Pawlik  (tablicę umieszczono na gmachu Nyskiego Domu Kultury).

Tadeusz Zdanowicz

 


 


Irma Gruszczyński vel Kubica

48151 Muenster - Niemcy
 

Moje wspomnienia o mojej nauczycielce-polonistce  mgr Wandzie Pisarek -Pawlik.
 

Jestem absolwentką Technikum Rolniczo-Pszczelarskiego - rocznik 1951-1955. Nasze Liceum (bo tak rozpoczęłam edukację, a skończyłam jako Technikum), zostało przeniesione z Byczenia -kiedyś samodzielna gmina, koło Kamieńca Ząbkowickiego, do „KOLOSA” Zespołu Szkół Rolniczych, no i zaczęło się aklimatyzowanie w nowym zespole - zespole ogromnym, w Nysie przy ul. Rodziewiczówny 1.

Pierwszy dzień nauki - zapoznawanie, wg rozkładu lekcyjnego, nowych nauczycieli. Mamy pierwszą lekcję języka polskiego. Nasza ciekawość jest ogromna: kto też nas będzie uczył tego przedmiotu? Otwierają się drzwi... i wchodzi drobna, prosta, prawie nasza koleżanka, w ogromnych okularach, z dziennikiem pod pachą o wiele za dużym dla tej drobnej osóbki, maszeruje prosto do katedry (która stała na podeście). Myśleliśmy, iż to ktoś ze starszych klas chwilowo będzie nas zabawiał. A tu to drobne dziewczę, cichuteńkim głosikiem oznajmia nam te słowa: nazywam się Wanda Pisarek, jestem polonistką i będę Was uczyła języka polskiego. Jedynym niezaskoczonym osobnikiem był Mirek Łaguna - obecny wykładowca w WSRIR w Olsztynie - on zdążył się już zapoznać ze wszystkimi, z kim trzeba było.

Odniosłam wrażenie iż sama była bardzo spięta i pełna niepokoju, lub stresu, widząc w klasie dryblasów parę osób wiekowo równych sobie. Okazało się, iż jest wspaniałym pedagogiem i polonistą. Bardzo ją polubiliśmy. Przyszła do nas prosto po ukończeniu Jagielonki, pełna wigoru i zapału tworzenia. Widząc nasze braki w artykułowaniu (w klasie była młodzież z całej Polski: Podlasie, centralna Polska, Małopolska, Górny Śląsk, wschodniacy kresowi), zadawała nam sporo pamięciówek: np. wiersze i zwracała ogromna uwagę na ich deklamacje i czystość wymowy.

A nasza Pani od polskiego jak na razie, zakochana była w Wyspiańskim, Reymoncie, Kochanowskim. Jestem jedną ze starszych roczników, wiec już nie za wiele pamiętam. Ale.. pamiętam np. wystawienie sztuki Krakowiacy i Górale, ile to było prób i poświęceń własnego prywatnego czasu, siły, ile w to włożyła serca, dynamiki i cierpliwości. Sztukę wystawiono na scenie naszej pięknej sali teatralnej (dzisiaj już trochę zaniedbanej), wypadła SUPER!

Były nieustające brawa, a my aktorzy i nasza Pani od polskiego, byliśmy dumni jak PAWIE. Mieliśmy też inne występy np. deklamacje wierszy.

Ja pewnego razu dostałam do zadeklamowania wiersz Brzechwy - STONOGA. Z natury moja wymowa jest ekstremalnie szybka i zadeklamowanie stonogi wraz z ruchami nóg i rąk była dla mnie trochę skomplikowane. Ale... nasza urocza Pani Pisarek znalazła sposób i... po prostu usiadła w czasie mego występu w pierwszym rzędzie i ruchami swoich dłoni regulowała i koordynowała moją wymowę i ruchy nóg i rąk. Och!!!! jaka byłam szczęśliwa, że wszystko się udało i braw było a było.

Naszym wychowawcą klasy był Pan Karol Pawlik - matematyk. Bardzo go lubiliśmy, a ja szczególnie, bo był z moich okolic - z Bytomia i uważaliśmy, że on jest tylko nasz! A tu nagle nowina, Pan Pawlik zaleca się do Pani Pisarkowej, och aleśmy się podnieciły i byłyśmy nawet zazdrosne o naszego matematyka. No i zaczęliśmy bardzo obserwować naszą parę, chcieliśmy ich złapać na pocałunkach lub uściskach, no i prawie nam się udało, ale i nie udało. Ale byliśmy zawiedzeni. Ślub był skromny no i po czasie urodziło się małe śliczne Pawliczątko - owoc wielkiej miłości naszych ulubionych nauczycieli. Tym samym skończyły się intensywne przygotowania do występów.

Jestem pełna radości, że działalność Pani mgr Pisarek-Pawlikowej, na ziemi nyskiej została dostrzeżona i uhonorowana przez władze administracyjne NYSY. I dumna jestem, że była to moja nauczycielka - polonistka. Przy okazji pobytu w Nysie, a być może i z wnukami będę im mogła pokazać tablice pamiątkową i powiedzieć: .... ta wspaniała osoba, była moją polonistką przez 3 lata i nauczyła mnie pokochać literaturę polską, nauczyła mnie także głodu czytania książek. Za co jestem jej bardzo wdzięczna.

Składam wielki pokłon tej małej, mądrej, wspaniałej osobie!!!!!
 


w maria wojcik kleinMaria Wójcik-Klein 

O mojej nauczycielce w Zespole Szkół Rolniczych w Nysie. 

W roku 1951 podjęłam naukę w I klasie w Państwowym Liceum Rolniczo-Pszczelarskim w Byczeniu k. Kamieńca Ząbkowickiego. W roku 1952 zostaliśmy włączeni do Zespołu Szkół Rolniczych w Nysie. Było to dla nas szokiem, gdy okazało się, że musimy opuścić naszą szkołę. Wszyscy wyjechaliśmy chcąc nie chcąc do Nysy.

Moim wychowawcą był prof. Karol Pawlik, równocześnie był wykładowcą matematyki. Przez wychowanków bardzo lubiany, nawet pozwolę sobie powiedzieć kochany. Integracja w tym molochu nie była dla nas łatwa. Ale stało się coś dobrego, gdyż wśród nowego grona pedagogicznego znalazła się między innymi prof. Wanda Pisarek, która ujęła nas swoim sercem, a nade wszystko wspaniałą wiedza z dziedziny polonistyki.

Dla nas uczniów prof. Wanda Pisarek stała się kimś szczególnym, i nie tylko dla nas gdyż nasz prof. K. Pawlik dostrzegł w niej, jak się później okazało swoją małżonkę. Wprawdzie Pani prof. Pawlik była bardzo krótko moją nauczycielką, ponieważ musiałam opuść szkołę w Nysie. Zapamiętałam Ją, jako człowieka wielkiego formatu, wspaniałego serca, do uczniów przemawiała oczami, to było niesamowite!

Była miłą, skromną, ciepłą, mądrą, szlachetną osobą a przede wszystkim wspaniałą ofiarną nauczycielką. Wiedza, którą posiadała przekazywała nam uczniom w sposób tak właściwy, że potrafiła zainteresować wszystkich bez wyjątku. Lekcje języka polskiego to była prawdziwa przyjemność, słuchaliśmy z zaciekawieniem, ach! można było jej słuchać godzinami z zapartym tchem.

Jestem bardzo szczęśliwa, że w moim młodym życiu dane mi było zetknąć się z tym cudownym człowiekiem. Każdemu starała się pomóc. Tak wiele nam przekazała. Wyrażam wielkie zadowolenie, że praca z młodzieżą Pani prof. została wysoko oceniona i uhonorowana.
 


prof. dr hab. Mirosław Łaguna

wykładowca Wszechnicy Warmińskiej w Lidzbarku Warmińskim.
Absolwent z 1955 roku
 

Prof. Wanda Pawlikowa - wspomnienie 

Jesienią 1952 roku oświadczono nam, uczniom Liceum Rolniczo–Pszczelarskiego w Byczeniu, że będziemy przewiezieni do Nysy i powstanie tam Zespół Szkół Rolniczych. Tak też się stało. Przywieziono nas do klasztornych murów. Zwieziono kilka szkół z okolic. Powstał duży ośrodek dydaktyczny, kształcący ponad 1000 uczniów. Oczywiście do Nysy przywieziono też cały „dobytek” szkół, w tym biblioteki. W Nysie przeznaczono na zbiory biblioteczne duże pomieszczenie na parterze. Książki w paczkach, zrzucono na podłogę. Dlaczego o tym piszę? Bo właśnie w tej nyskiej bibliotece poznałem Panią Prof. Wandę Pisarek, jak się później okazało, również naszą polonistkę. 

Pani Wanda Pisarek zorganizowała grupę uczniów, która miała poukładać na półkach książki zwiezione z bibliotek różnych szkół. Wśród tych książek były też w tamtych czasach tzw. książki zakazane. 

Pod czujnym okiem Pani Profesor robiliśmy segregację księgozbioru. Jednym słowem organizowaliśmy bibliotekę w Zespole Szkół Rolniczych w Nysie. Pani Profesor Wanda Pisarek miała olbrzymi dar przywiązywania do siebie uczniów. Kto się raz z nią spotkał był oczarowany Jej subtelnością, delikatnością i wytrwałością we współpracy z grupą młodzieży. Do tej grupy i mnie też zaliczyła. Pokazywała książki, których w tamtych czasach czytać nie należało (ale robiła to tak, że zabieraliśmy te książki i czytaliśmy je ukradkiem, aby nie dowiedzieli się wychowawcy internatu). Pamiętam, że w II klasie na pierwszy okres dostałem 5. za oczytanie i pracę w bibliotece, gorzej było z moją pracą pisemną. Pani Profesor walczyła ciągle z moją pisownią (która do dzisiaj nie jest dobra) i ostatecznie na maturze otrzymałem ocenę dobrą (miałem tylko trzy oceny dobre, pozostałe - piątki). Należałem do prymusów klasy i całej szkoły. Ale z tym był też problem, byłem niesfornym uczniem. Wtedy też miałem swoje zdanie. Pani Profesor Wanda Pisarek wyszła za mąż za naszego wychowawcę Pana Profesora Karola Pawlika. 

w pawlik i laguna miroslaw

Jej a raczej ich opieka nie skończyła się na zdaniu przeze mnie matury w 1955 roku. Trwała nadal, o czym świadczą Jej ciepłe listy (jeden w załączeniu).

Na zjeździe wiosną 1980 roku zastałem jeszcze Panią Profesor Wandę Pawlik i Jej męża. Mieliśmy spotkanie klasowe, ale oni nie chcieli tego rozgłaszać.

O śmierci Pani Profesor Wandy Pawlikowej dowiedziałem się od kolegów, którzy byli na następnym zjeździe absolwentów Zespołu Szkół Rolniczych w Nysie. 

Dzisiaj, gdy mam już 70 lat i sam jestem na profesorskiej emeryturze, pragnę napisać, że będę Panią Wandę Pawlikową pamiętał jako osobę bardzo delikatną, skromną, o wielkim sercu dla innych, wrażliwą na krzywdy wyrządzone przez ludzi innym ludziom, nawet tym maluczkim, jakimi byli uczniowie. To Pani Profesor Wanda Pawlik nauczyła mnie czytać książki, uczyć się z nich jak postępować w życiu prywatnym, służbowym i społecznym. 


Maria Czubala (Szczepańska)

maturzystka z roku 1955 

Wspomnienia o Pani Wandzie Pawlik mojej nauczycielce w Technikum Rolniczo-Pszczelarskim w Nysie lata 1952-55
 

w marysia czubalaW roku 1951 rozpoczęłam naukę w Państwowym Liceum Pszczelarskim w Byczeniu koło Kamieńca Ząbkowickiego. Wychowawcą naszej klasy był prof. Karol Pawlik, którego po prostu uwielbialiśmy, szczególnie za jego ojcowską opiekę. W Byczeniu żyliśmy jak te pszczółki w rodzinie. Jednak stało się coś bardzo złego dla nas i dla grona nauczycielskiego gdyż w klasie 2-giej opuściliśmy nasz ukochany Byczeń. Przeniesiono nas do Zespołu Szkół Rolniczych w Nysie. W tym kombinacie nie mogliśmy się zaadoptować. Jak to bywa nieraz, stało się dla nas „byczeniaków” coś radosnego. Nasz prof. Pawlik wśród nowego grona pedagogicznego dostrzegł polonistkę prof. Wandę Pisarek, a on matematyk. Ta znajomość została uwieńczona ich zaślubinami.

Pani Pisarek była wspaniałą nauczycielką (wprawdzie ja nie byłam orłem z języka polskiego) a nade wszystko człowiekiem, pedagogiem posiadającym wielki dar przekazywania swojej wiedzy. Fizycznie drobniutka, skromna o dobrych oczach (z za dużymi okularami), które były zwierciadłem jaj duszy i ducha.

W roku 1955 matura. Pani prof. W. Pawlik nie ma na maturze ???? Urodziła córeczkę. Bardzo obawialiśmy się z tego powodu, ale wszystko poszło dobrze. Obawy były niepotrzebne.

Pragnę zaznaczyć, że bardzo się cieszę, iż miałam taką wspaniałą nauczycielkę, którą dostrzegli też inni. Życzę młodym ludziom, aby w czasie swojej edukacji spotkali takich pedagogów jak Pani profesor.

Wanda Pawlik, która mimo że była bardzo wymagająca, w trudnych chwilach zawirowań młodego człowieka służyła pomocą. Za co składam jej wdzięczność wraz z podziękowaniem.