WSPOMNIENIA O WANDZIE PAWLIK |
||
|
GRUPY ABSOLWENTÓW Z LAT 1952 ÷ 1955
Tadeusz Zdanowicz
Irma Gruszczyński vel Kubica 48151 Muenster -
Niemcy Moje wspomnienia o mojej nauczycielce-polonistce mgr Wandzie Pisarek -Pawlik.
Pierwszy dzień nauki - zapoznawanie, wg rozkładu lekcyjnego, nowych nauczycieli. Mamy pierwszą lekcję języka polskiego. Nasza ciekawość jest ogromna: kto też nas będzie uczył tego przedmiotu? Otwierają się drzwi... i wchodzi drobna, prosta, prawie nasza koleżanka, w ogromnych okularach, z dziennikiem pod pachą o wiele za dużym dla tej drobnej osóbki, maszeruje prosto do katedry (która stała na podeście). Myśleliśmy, iż to ktoś ze starszych klas chwilowo będzie nas zabawiał. A tu to drobne dziewczę, cichuteńkim głosikiem oznajmia nam te słowa: nazywam się Wanda Pisarek, jestem polonistką i będę Was uczyła języka polskiego. Jedynym niezaskoczonym osobnikiem był Mirek Łaguna - obecny wykładowca w WSRIR w Olsztynie - on zdążył się już zapoznać ze wszystkimi, z kim trzeba było. Odniosłam wrażenie iż sama była bardzo spięta i pełna niepokoju, lub stresu, widząc w klasie dryblasów parę osób wiekowo równych sobie. Okazało się, iż jest wspaniałym pedagogiem i polonistą. Bardzo ją polubiliśmy. Przyszła do nas prosto po ukończeniu Jagielonki, pełna wigoru i zapału tworzenia. Widząc nasze braki w artykułowaniu (w klasie była młodzież z całej Polski: Podlasie, centralna Polska, Małopolska, Górny Śląsk, wschodniacy kresowi), zadawała nam sporo pamięciówek: np. wiersze i zwracała ogromna uwagę na ich deklamacje i czystość wymowy. A nasza Pani od polskiego jak na razie, zakochana była w Wyspiańskim, Reymoncie, Kochanowskim. Jestem jedną ze starszych roczników, wiec już nie za wiele pamiętam. Ale.. pamiętam np. wystawienie sztuki Krakowiacy i Górale, ile to było prób i poświęceń własnego prywatnego czasu, siły, ile w to włożyła serca, dynamiki i cierpliwości. Sztukę wystawiono na scenie naszej pięknej sali teatralnej (dzisiaj już trochę zaniedbanej), wypadła SUPER! Były nieustające brawa, a my aktorzy i nasza Pani od polskiego, byliśmy dumni jak PAWIE. Mieliśmy też inne występy np. deklamacje wierszy. Ja pewnego razu dostałam do zadeklamowania wiersz Brzechwy - STONOGA. Z natury moja wymowa jest ekstremalnie szybka i zadeklamowanie stonogi wraz z ruchami nóg i rąk była dla mnie trochę skomplikowane. Ale... nasza urocza Pani Pisarek znalazła sposób i... po prostu usiadła w czasie mego występu w pierwszym rzędzie i ruchami swoich dłoni regulowała i koordynowała moją wymowę i ruchy nóg i rąk. Och!!!! jaka byłam szczęśliwa, że wszystko się udało i braw było a było. Naszym wychowawcą klasy był Pan Karol Pawlik - matematyk. Bardzo go lubiliśmy, a ja szczególnie, bo był z moich okolic - z Bytomia i uważaliśmy, że on jest tylko nasz! A tu nagle nowina, Pan Pawlik zaleca się do Pani Pisarkowej, och aleśmy się podnieciły i byłyśmy nawet zazdrosne o naszego matematyka. No i zaczęliśmy bardzo obserwować naszą parę, chcieliśmy ich złapać na pocałunkach lub uściskach, no i prawie nam się udało, ale i nie udało. Ale byliśmy zawiedzeni. Ślub był skromny no i po czasie urodziło się małe śliczne Pawliczątko - owoc wielkiej miłości naszych ulubionych nauczycieli. Tym samym skończyły się intensywne przygotowania do występów. Jestem pełna radości, że działalność Pani mgr Pisarek-Pawlikowej, na ziemi nyskiej została dostrzeżona i uhonorowana przez władze administracyjne NYSY. I dumna jestem, że była to moja nauczycielka - polonistka. Przy okazji pobytu w Nysie, a być może i z wnukami będę im mogła pokazać tablice pamiątkową i powiedzieć: .... ta wspaniała osoba, była moją polonistką przez 3 lata i nauczyła mnie pokochać literaturę polską, nauczyła mnie także głodu czytania książek. Za co jestem jej bardzo wdzięczna. Składam wielki pokłon tej małej,
mądrej, wspaniałej osobie!!!!!
Maria Wójcik-Klein O mojej nauczycielce w Zespole
Szkół Rolniczych w Nysie.
Moim wychowawcą był prof. Karol Pawlik, równocześnie był wykładowcą matematyki. Przez wychowanków bardzo lubiany, nawet pozwolę sobie powiedzieć kochany. Integracja w tym molochu nie była dla nas łatwa. Ale stało się coś dobrego, gdyż wśród nowego grona pedagogicznego znalazła się między innymi prof. Wanda Pisarek, która ujęła nas swoim sercem, a nade wszystko wspaniałą wiedza z dziedziny polonistyki. Dla nas uczniów prof. Wanda Pisarek stała się kimś szczególnym, i nie tylko dla nas gdyż nasz prof. K. Pawlik dostrzegł w niej, jak się później okazało swoją małżonkę. Wprawdzie Pani prof. Pawlik była bardzo krótko moją nauczycielką, ponieważ musiałam opuść szkołę w Nysie. Zapamiętałam Ją, jako człowieka wielkiego formatu, wspaniałego serca, do uczniów przemawiała oczami, to było niesamowite! Była miłą, skromną, ciepłą, mądrą, szlachetną osobą a przede wszystkim wspaniałą ofiarną nauczycielką. Wiedza, którą posiadała przekazywała nam uczniom w sposób tak właściwy, że potrafiła zainteresować wszystkich bez wyjątku. Lekcje języka polskiego to była prawdziwa przyjemność, słuchaliśmy z zaciekawieniem, ach! można było jej słuchać godzinami z zapartym tchem. Jestem bardzo szczęśliwa, że w moim
młodym życiu dane mi było zetknąć się z tym cudownym człowiekiem. Każdemu
starała się pomóc. Tak wiele nam przekazała. Wyrażam wielkie zadowolenie, że
praca z młodzieżą Pani prof. została wysoko oceniona i uhonorowana.
Prof. Wanda Pawlikowa - wspomnienie
Jesienią
1952 roku oświadczono nam, uczniom Liceum Rolniczo–Pszczelarskiego w Byczeniu,
że będziemy przewiezieni do Nysy i powstanie tam Zespół Szkół Rolniczych. Tak
też się stało. Przywieziono nas do klasztornych murów. Zwieziono kilka szkół z okolic.
Powstał duży ośrodek dydaktyczny, kształcący ponad 1000 uczniów. Oczywiście do
Nysy przywieziono też cały „dobytek” szkół, w tym biblioteki. W Nysie
przeznaczono na zbiory biblioteczne duże pomieszczenie na parterze. Książki w paczkach,
zrzucono na podłogę. Dlaczego o tym piszę? Bo właśnie w tej nyskiej bibliotece
poznałem Panią Prof. Wandę Pisarek, jak się później okazało, również naszą
polonistkę. Pani Wanda Pisarek zorganizowała grupę uczniów, która miała poukładać na półkach książki zwiezione z bibliotek różnych szkół. Wśród tych książek były też w tamtych czasach tzw. książki zakazane. Pod
czujnym okiem Pani Profesor robiliśmy segregację księgozbioru. Jednym słowem
organizowaliśmy bibliotekę w Zespole Szkół Rolniczych w Nysie. Pani Profesor
Wanda Pisarek miała olbrzymi dar przywiązywania do siebie uczniów. Kto się raz z
nią spotkał był oczarowany Jej subtelnością, delikatnością i wytrwałością we
współpracy z grupą młodzieży. Do tej grupy i mnie też zaliczyła. Pokazywała
książki, których w tamtych czasach czytać nie należało (ale robiła to tak, że
zabieraliśmy te książki i czytaliśmy je ukradkiem, aby nie dowiedzieli się
wychowawcy internatu). Pamiętam, że w II klasie na pierwszy okres dostałem 5. za
oczytanie i pracę w bibliotece, gorzej było z moją pracą
pisemną. Pani Profesor walczyła ciągle z moją pisownią (która do dzisiaj nie
jest dobra) i ostatecznie na maturze otrzymałem ocenę dobrą (miałem tylko trzy
oceny dobre, pozostałe - piątki). Należałem do prymusów klasy i całej szkoły.
Ale z tym był też problem, byłem niesfornym uczniem. Wtedy też miałem swoje
zdanie. Pani Profesor Wanda Pisarek wyszła za mąż za naszego wychowawcę Pana
Profesora Karola Pawlika. Jej a raczej ich opieka nie skończyła się na zdaniu przeze mnie matury w 1955 roku. Trwała nadal, o czym świadczą Jej ciepłe listy (jeden w załączeniu). Na zjeździe wiosną 1980 roku zastałem jeszcze Panią Profesor Wandę Pawlik i Jej męża. Mieliśmy spotkanie klasowe, ale oni nie chcieli tego rozgłaszać. O
śmierci Pani Profesor Wandy Pawlikowej dowiedziałem się od kolegów, którzy byli
na następnym zjeździe absolwentów Zespołu Szkół Rolniczych w Nysie.
Dzisiaj, gdy mam już 70 lat i sam jestem na profesorskiej emeryturze, pragnę
napisać, że będę Panią Wandę Pawlikową pamiętał jako osobę bardzo delikatną,
skromną, o wielkim sercu dla innych, wrażliwą na krzywdy wyrządzone przez ludzi
innym ludziom, nawet tym maluczkim, jakimi byli uczniowie. To Pani Profesor
Wanda Pawlik nauczyła mnie czytać książki, uczyć się z nich jak postępować w
życiu prywatnym, służbowym i społecznym.
Maria Czubala (Szczepańska)
maturzystka z roku 1955 Wspomnienia o Pani Wandzie Pawlik
Pani Pisarek była wspaniałą nauczycielką (wprawdzie ja nie byłam orłem z języka polskiego) a nade wszystko człowiekiem, pedagogiem posiadającym wielki dar przekazywania swojej wiedzy. Fizycznie drobniutka, skromna o dobrych oczach (z za dużymi okularami), które były zwierciadłem jaj duszy i ducha. W roku 1955 matura. Pani prof. W. Pawlik nie ma na maturze ???? Urodziła córeczkę. Bardzo obawialiśmy się z tego powodu, ale wszystko poszło dobrze. Obawy były niepotrzebne. Pragnę zaznaczyć, że bardzo się cieszę, iż miałam taką wspaniałą nauczycielkę, którą dostrzegli też inni. Życzę młodym ludziom, aby w czasie swojej edukacji spotkali takich pedagogów jak Pani profesor. Wanda Pawlik, która mimo że była bardzo wymagająca, w trudnych
chwilach zawirowań młodego człowieka służyła pomocą. Za co składam jej
wdzięczność wraz z podziękowaniem.
|
|
|
|
|
||