WSPOMNIENIA O WANDZIE PAWLIK |
||
|
TADEUSZ BEDNARCZUK
Panią Wandę
Pawlik znałem od przeszło 30 lat. Najpierw jako wyróżniającą się polonistkę
Technikum Rolniczego w Nysie, a następnie działaczkę kulturalną w ramach ruchu
regionalnego. W latach sześćdziesiątych rozwinął się w szkolnictwie rolniczym
ruch metodyczny. Poloniści zaczęli poszukiwać nowych sposobów przekazywania
wiedzy o języku, kulturze i literaturze ojczystej. Pani Wanda włączyła się, jak
do wszystkich innych przedsięwzięć, z entuzjazmem. Pojawiły się jej opracowania
metodyczne w „Dodatku Polonistycznym” Biuletynu Pedagogicznego Szkolnictwa
Rolniczego.
Dla nas
wszystkich - dla przyjaciół, znajomych, kolegów - przyjemnym zaskoczeniem był
jej debiut książkowy. Z publikacji „Spotkali się nad Nysą” byliśmy dumni, bo to
przecież jedna z nas, nauczycieli była jej autorką. Potem, gdy książka spotkała
się z przychylnością czytelników, całą swoją energię włożyła w pracę pisarską.
Powstały książki „Ciąg dalszy pisze Kofi”, „Dziwny świat Tahunii Sasaki”, „Pług
i kindżał”. Stale jednak była związana z praca dydaktyczną. Ci, którzy byli jaj
uczniami, mówili: lekcje języka polskiego pani magister Pawlik były dużym
przeżyciem. Nauczycielka umiała mówić pięknie i ciekawie.
Przygotowując
materiały prasowe związane z wizyta papieża, również w naszym województwie,
pomyśleliśmy o Wandzie Pawlik. Chcieliśmy usłyszeć jej głos w tej tak ważnej
sprawie. Odwiedziłem ją w domu 9 czerwca br. Długo rozmawialiśmy o Ojczyźnie,
postawach ludzkich i zwykłych domowych sprawach. Czuła się świetnie. Miała wiele
projektów. Umówiliśmy się na oddzielną rozmowę o książce „ Tryptyk nyski”, który
za kilka tygodni ukaż się nakładem Instytutu Śląskiego w Opolu. Obiecała
przysłać materiał z wypowiedzią, jakie nadzieje wiąże z wizyta papieża w
ojczyźnie.
Zapewne wkrótce po moim wyjściu siadła do biurka i napisała ten tekst.
Zamieściliśmy go 16 czerwca. Wraz z tekstem do gazety napisała list. Sądzę iż
była to jej ostatnia wypowiedz na piśmie: „Panie Tadeuszu! Nie umiałam napisać krócej, proszę więc już to tak zostawić, trudno, Moi przyjaciele wezmą mnie za wariata. Ale ja zawsze patrzę nie na dziś, ale na rytm historii. Najmocniej przepraszam za byle jakie przyjęcie. Cały czas myślałam o swej fryzurze i zagubionym grzebieniu. Okazało się, że na tym grzebieniu posadziłam pana. W pół godziny potem, na poszerzonym zebraniu społecznej Rady Kultury (byli przedstawiciele Rady Narodowej i wszystkich placówek kulturalnych) usłyszałam gremialne utyskiwanie na „Trybunę Opolską”. A ja wypuściłam pana z rąk! Miałby pan materiał na trzy artykuły o Nysie. Będę w czerwcu w Opolu. Może pana spotkam. Wtedy będę wiedziała, na jaką okazję pana do nas zaprosić. Czy chce pan miewać materiały z Nysy na różne tematy do opracowania przez siebie samego? Czy woli pan żeby tu ktoś w pocie czoła coś dla was smażył? Chcielibyśmy w „Trybunie Opolskiej” przedstawić nasze Towarzystwo Społeczno-Kulturalne, KMPiK, dwa domy kultury, sprawę naszego „Metalowca” i „Klaksonu” (gazety zakładowe), Muzeum, biblioteki, Dom Książki. Jeśli cokolwiek pana interesuje, proszę dać znać krótką kartką. Aha, ma jeszcze do Was pretensje nasza Szkoła Muzyczna i Ognisko Plastyczne. To bardzo ważne.
Ściskam dłoń
Wanda Pawlik zmarła w nocy z 15 na 16 czerwca br. Tadeusz Bednarczuk
|
|
|
|
|
||