PŁUG  I  KINDŻAŁ

27.04.2007r.
 

 

Nieco odmienna od pozostałych jest wydana w 1973 r. powieść „Pług i kindżał"  Chociaż jej akcja rozgrywa się w Polsce, to dalej pozostajemy w kręgu egzotyki. Na jedną z łódzkich uczelni przybywają wprost z niedostępnych gór Hindukuszu afgańscy studenci. Pierwowzorem bohatera książki - Gariba, był zapewne jeden z piętnastu młodych Afgańczyków, którzy w drugiej połowie lat sześćdziesiątych byli uczniami nyskiego Technikum Weterynaryjnego. Autorka stykała się z nimi na co dzień w swojej pracy. Mogła ich obserwować w szkole i internacie. Głośne były w Nysie ich podboje miłosne.
 

Zastosowana przez autorkę forma narracji w pierwszej osobie (są to jakby wspomnienia bohatera - stąd tytuł roboczy „Garib. Diariusz Azjaty") sprawia, że przedstawione wydarzenia wydają się nam prawdziwe. Przywiozę ci synową z Lechistanu - tymi słowami żegna Garib swego ojca i rodzinną ziemię. Rusza do Polski, by podjąć tu studia. W sekretariacie uczelni podaje rok urodzenia 1358, bo liczy lata od ucieczki Mahometa. W moim kraju nie liczy się ludziom lat – wyjaśnia - żyją jak długo mogą i starzeją się, kiedy chcą. Niewielu Afganów poda swe lata w cyfrach, bo pamięć wolnego człowieka rejestruje wydarzenia nie liczby.[1]
 

Młodzi Afgańczycy dość szybko aklimatyzują się, łatwiej przychodzi im łamanie surowych, afgańskich zasad. Jedynie Garib, jest wierny wpojonym przez rodziców zasadom, i czując się odpowiedzialnym za swych współplemieńców, nie chce dopuścić do rozbicia grupy. Ortodoksyjnemu muzułmaninowi trudno zrozumieć, że polskie dziewczęta nie noszą czadorów, że istnieją rozwody, a w akademickiej stołówce serwowane są same zakazane potrawy. Jak ustrzec siebie i innych przed złem, które czai się wszędzie? Próby przystosowania się do nowych, europejskich warunków powodują rozterki moralne.
 

Garib trudno pogodzić się z europejskimi obyczajami. Dlatego też musi zrezygnować z uczucia do polskiej dziewczyny. Afgańczyk nie potrafi zrozumieć, że był dobry na kolegę czy przyjaciela, ale nie na zięcia. Z gorzką ironią tłumaczy Małgosi: U nas przed ślubem, nie pozwala zbliżać się chłopcu do dziewczyny, oszczędza się ją przed tym, co ty przeżywasz. Gdzież był twój ojciec i matka, kiedy wabiłem cię do lasu. Kiedy dziewczyna budzi się do miłości, należy się jej wówczas doświadczona rada, żeby w ogniu nie osmaliła skrzydeł, jakaś ochrona godności, bezpieczeństwo, bo to przyszła matka rodu.[2] Młody Afgańczyk nie potrafi zrozumieć mentalności Polaków, zaakceptować polskich obyczajów.

Rozgoryczony Garib wraca do swego kraju. Pozostał wierny sobie i zasadom, jakie wyniósł z rodzinnego domu, ale „czy szczęśliwy?" - pyta autor notki na okładce. Na to pytanie czytelnik musi odpowiedzieć sobie sam.


 


[1] W. Pawlik, Pług i kindżał, „PAX”, Warszawa 1973.

[2] Tamże.

 

Do góry