Spotkali się nad Nysą (1969)

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /w.pawlik/templates/forte/vertex/responsive/responsive_mobile_menu.php on line 158

w pawlik okladka 1969Problem osadnictwa i zaszczepianie na Ziemiach Odzyskanych nowego życia stanowił swego czasu jeden z bardziej ciekawych tematów społecznych polskiej literatury. Nieprzypadkowo tą tematyką zainteresowała się Wanda Pawlik. Powieść „Spotkali się nad Nysą” (1969 r.) opowiada o zmianach zachodzących po drugiej wojnie światowej na Ziemi Nyskiej oraz w życiu codziennym jej mieszkańców. Książka debiutującej nyskiej pisarki została dobrze przyjęta przez czytelników i krytykę. Literatura o Ziemiach Zachodnich znów ma ciekawą książkę. Nową powieść ma Opolszczyzna i to taką, która coś istotnie załatwia w naszym życiu i coś posuwa naprzód – pisał Jan Pierzchała. Równie pozytywna recenzja ukazała się w Życiu Literackim: […] z dużą satysfakcją i zainteresowaniem przeczytałem debiut opolskiej autorki Wandy Pawlik. Powieść „Spotkali się nad Nysą” opowiada z rzadką w naszej literaturze odwagą o trudnym spotkaniu różnych narodowości, obyczajów i sposobów myślenia, jakie nastąpiło w pamiętnym roku 1945.

W książce tej autorka wykorzystała swoje obserwacje uczniów poczynione w szkole, w której uczyła. Jako nauczycielka skrzętnie zapisywała wszystko, co tyczyło jej uczniów i pracy z nimi. Na początku swojej pracy pedagogicznej prowadziła klasy, do których uczęszczała młodzież z różnych regionów Polski. Były to dzieci repatriantów zza Buga i osadników z centralnej Polski, w klasie była młodzież z całej Polski: Podlasie, centralna Polska, Małopolska, Górny Śląsk, wschodniacy kresowi. Z obserwacji i notatek powstała powieść. W rozmowie z dziennikarką „Trybuny Odrzańskiej”, Krystyną Turwid, Pawlik mówiła o swoim warsztacie pisarskim:

A wracając do mojej pracy nauczycielskiej. Nie wiem, czy napisałabym którąś z moich książek, gdyby nie to… Tu zdobyłam ogromne doświadczenie życiowe; przecież z obserwacji poczynionych w szkole powstała moja pierwsza książka „Spotkali się nad Nysą”… Wszystko, co w niej napisałam, wywodzi się z notatek o moich uczniach, które zbierałam w ciągu dziesięciu lat. Na początku swojej pracy pedagogicznej prowadziłam klasy, do których uczęszczała młodzież z różnych regionów Polski. Były to dzieci repatriantów zza Buga, osadników z centralnej Polski, ale największa grupę stanowili Ślązacy repolonizowani na specjalnych kursach.

Autorka akcję powieści umiejscawia nie opodal Nysy. Nim jednak spotykamy się z bohaterami na podnyskiej wsi, na brzegu Narwi ginie Hans Kurpierz – młody Ślązak, pochodzący z tej właśnie wsi. Sprawcą jego śmierci jest młody oficer polskiej armii, Jan. Wraz z zakończeniem wojny do rodzinnej wsi Hansa przybywają osiedleńcy z różnych stron Polski. Przyjeżdżają repatrianci zza Buga, osadnicy z centralnej Polski, żołnierze – wśród nich także Jan. Wszyscy oni niosą ze sobą niepokój o przyszłe życie, jakie zgotuje im los, dźwigają obciążenia obyczajowe, przesądy, uprzedzenia, własną kulturę. Spotykają tu rodowitych Ślązaków i Niemców, którzy z różnych powodów nie wyjechali. Zetknięcie się w jednym miejscu ludzi tak różnych stwarza pełną dramatyzmu mieszankę obyczajów, gwar i tworzących się na tle narodowościowym konfliktów.

w pawlik 1973W większości bohaterowie tego utworu są bohaterami rzeczywistymi. Korobczukowie pochodzą ze wschodu. Mieszkający w sąsiedztwie Brzostkowie przybyli na Opolszczyznę spod Kielc. Murdochowie to stara rodzina opolska o dużym poczuciu więzi z ojczystą ziemią. Natomiast rodzina Kurpierzów[1] to Ślązacy, przywiązani do swej tradycji, niechętni Polakom. Stara Hedwig Kurpierz nie umie i nie chce prawie do śmierci znaleźć wspólnego języka z przybyszami. Jej córka Agnes jest zagubiona w nowej rzeczywistości, rozdarta między polskością a śląską tradycją swojej rodziny, nie potrafi zaaklimatyzować się w nowej rzeczywistości. Między nią a Janem rodzi się miłość. Młody oficer chciałby w tym związku odnaleźć to, czego pozbawiła go wojna – żonę i dziecko. Jednak twarz Agnieszki za bardzo przypomina mu twarz niemieckiego żołnierza, któremu zadał śmierć. Nie mogąc znieść poczucia winy, Jan ucieka, nie zważając na syna. Los karze go śmiercią chłopca i całkowitym odejściem Agnes nie tylko od niego, ale i od polskości. Jan uświadamia sobie ogrom straty. Chciałem odwetu na Niemcach za zdruzgotane życie, więc wziąłem ją sobie jak ostatnią dziewkę, anim pomyślał o niczym. Sponiewierać chciałem i zostawić, lecz nie umiałem, bo … Za co mnie ta głupia pokochała? Porządna była dziewczyna, zawsze chętna i dobra… I to moje dziecko … także udane… Gnany wyrzutami sumienia Jan wyjeżdża.

Autorka umiejętnie wydobywa sprawy istotne, opierając się na ogromnym doświadczeniu (wynikającym z kontaktów z mieszkańcami okolicznych wsi) nadaje powieści charakter autentycznego przekazu spraw i problemów ówczesnej podnyskiej (i nie tylko) wsi. Po latach dochodzi do przyjaźni między Ślązakami a przybyłymi na te tereny Polakami, bo zrozumieli, że jedna jest Polska dla nich wszystkich. Symboliczny staje się fakt, gdy umierająca stara Hedwig przekazuje swą ostatnią wolę Weronce Brzostkowej, powierzając jej opiekę nad Murdochem i mogiłami swoich najbliższych: Jou staro uznanie la ciebie mom. Dla twojyego syrco, Weroniu. Kazden dobrość do siebie ciągnie, a tyś żyła jak trza – zawsze la świata, choć tobie samyj z tygo nic […]. Dlatygo jou do ciebie w ostatnij godzinie […]. I moje Murdoszysko je przecie chłop… Podeprzyj ty go czasem w sieroctwie i opusceniu, boś ale mu kuma! A i o moich mogiłkach na cmentarzu nie przepomnij! Bratkami obsadź jak Brzostkowe: Kurpierza, Jankową i moją… Tyle to ja ci chciała rzyc… Tobie, bo ty dotrzymos, choćbyś… choćbyś…

Różnorodność przewijających się w powieści postaci, które przychodzą i odchodzą, mają większy lub mniejszy wpływ na przebieg akcji, sprawia, że książka zyskała tak dobre recenzje. Każda z tych postaci jest inna, niesie inny bagaż doświadczeń. Niełatwo było opracować tak zróżnicowany zestaw charakterów, lecz to zostało osiągnięte z powodzeniem. Tym bardziej, że bohaterowie mówią gwarą śląską, kresową, północno-małopolską i podhalańską. Cel, jaki postawiła sobie autorka, aby poszczególne grupy ludności mówiły własną gwarą jest bardzo słuszny i ambitny. I choć posługiwanie się kilkoma dialektami równocześnie niesie ze sobą ryzyko popełnienia błędów, przed czym Pawlik się nie uchroniła, to ten zabieg sprawia, że postacie występujące w powieści są bardziej autentyczne. Taki zabieg stylistyczny – mieszanie gwar- mógł nastręczać trudności, zważywszy na to, że pisarka pochodziła z Kurpi. Jednak wcześniejsze doświadczenia okazały się przydatne, obserwacje poczynione podczas pobytu w Dobranowicach, Wełdzirzu czy Nożewie pozwoliły jej nakreślić szeroką gamę ludzkich charakterów.

W czasie wojny los zetknął mnie na ponad rok z ludnością ukraińską. Stąd więc jej gwara nie była mi obca. Tkwiłam w niej, osłuchałam się dobrze, a później to już była tylko konfrontacja. Kiedy przyjechałam do Nysy z nakazem pracy – poznałam gwarę śląską. Nie mogłam się przyzwyczaić. Ale przecież takim językiem mówili moi uczniowie… Proszę sobie wyobrazić lekcje, w których uczestniczą dzieci mówiące gwarą ukraińską oraz śląską. Obie grupy śmiały się z siebie wzajemnie. Trzeba było wówczas nieźle znać podstawy dialektologii, aby najważniejsze problemy powstania języka ogólnego umieć młodzieży wyjaśnić. Była to dla mnie egzotyka.

Nieczęsto zdarza się, że literacki debiut spotyka się z uznaniem czytelników i ma tak dobre recenzje krytyków. Witold Nawrocki pisał: Powieść Wandy Pawlik ukształtowała tradycja polskiej prozy epickiej. Antenaci autorki łatwi są do wyznaczenia […]. Są nimi Władysław St. Reymont oraz Maria Dąbrowska. Pierwszy nauczył Wandę Pawlik czułości na gwarę i barwność obyczaju wiejskiego, autorka zaś „Nocy i dni” szczęśliwie znowu zwróciła uwagę debiutującej pisarce, że namiętności ludzkie wcale nie są proste i że ludzie nie odnajdują prawdy o sobie w sposób łatwy i prosty. Natomiast wydawca powieści tak pisze na okładce książki: Ten debiut nasuwa myśl o epopei, nie tylko, dlatego, że trochę przypomina Reymonta, że wieś nad Nysą jest tu bardzo kolorowa, pełna codziennych trosk i odświętnych obrzędów, że śmiech i łzy są tu odwiecznie ludzkie... Ze zdaniem tym zgadza się także Bogusław Żurakowski, który pisze: Utwór W. Pawlik pod wieloma względami spełniać może warunki nowocześnie pojętego eposu. Wprawdzie nie znajdujemy tu patosu ani innych wyznaczników odświętności […], ale autorka potrafiła dostrzec i umiejętnie ukazać bohaterstwo codziennego życia. I na tym polega doniosłość artystyczna i społeczny sens powieści.

Dzisiaj książka W. Pawlik zyskuje nowy wymiar. Wydarzenia, o których pisze autorka są, dla większości z nas już tylko historią, dlatego dla współczesnego czytelnika może stanowić ona kompendium wiedzy o rodzeniu się nowego społeczeństwa w tamtych trudnych czasach. Ciekawa fabuła książki i kreacje bohaterów przybliżają nam dzieje Ziem Odzyskanych i ich mieszkańców.

 pegaz m

[1] Nazwisko jednego z uczniów W.P., który był dumny z tego, że pisarka obdarzyła nim bohaterów swej powieści – Wspomnienia córki pisarki – Anny Pileckiej (w rozmowie z autorką).